lutego 11 2008
Premier na wakacjach
I wydało się! Pan Premier Donald Tusk tak bardzo zmęczył się nic nie robieniem, że już po 87 dniach musiał udać się na urlop. Każdy przecież wie, jak bardzo wyczerpujące jest leżenie na kanapie dłużej niż kilka dni. Człowiek robi się otępiały, nic mu się nie chce i nie ma siły robić czegokolwiek.
I chyba właśnie to samo spotkało naszego Premiera. Bo ile można nic nie robić?! I wziął się spakował, i wyleciał, i jeździ teraz na nartach w Alpach. Dla zdrowotności, ponoć… Ale jak będzie trzeba to rzuci wszystko i przyjedzie, by brylować wśród dziennikarzy i krzepić serca rodaków, że już wkrótce będzie lepiej. Niech tylko PiS przestanie przeszkadzać!
Sam Grzegorz Schetyna, w rozmowie z RMF FM wyjawił, że: “[Premier] Jest we Włoszech i jest gotowy do powrotu do Warszawy, jeżeli będzie taka potrzeba.”
Ale ja się pytam: po co ma wracać? Po co wracać skoro, jeszcze nieformalnie, w Polsce rządzi agentura do spóły z urzędnikami Wspólnoty Europejskiej? Donaldu Tusku by sie tylko niepotrzebnie plątał pod nogami, a odwracać uwagę od prawdziwych problemów może z powodzeniem TVN wraz z Gazetą Wyborczą.
Ja mówię - niech jeździ! Niech zbiera siły, zażywa dużo ruchu i kontempluje w samotności. A jak wróci to rozwiąże jeszcze więcej naszych problemów. Tak jak i do tej pory rozwiązał problemy służby zdrowia, celników, górników, nauczycieli oraz policjantów. A skoro rozwiązał, to niech odpoczywa, należy mu się!
PS: Zastanawia mnie tylko jedna kwestia. Jakim samolotem Premier Tusk poleciał w te Alpy - rządowym czy rejsowym? Chyba rządowym, skoro go nikt na lotnisku nie wypatrzył.
No responses yet











