lutego 26 2008
Czy Polska zasługuje na niepodległość?

Chciałbym tym razem poruszyć temat kontrowersyjny, który może przysporzyć mi tylko niepotrzebnie wrogów. Pisząc o tym narażam się moim krajanom, bo stanowisko jakie mam zamiar przedstawić, może się większości z Państwa nie spodobać. Wielu z Państwa będzie z pewnością zaskoczonych, że poruszam taki temat na tym właśnie blogu.
Pieśń przeszłości
Naród polski, jak wszyscy doskonale wiemy, wycierpiał wiele w przeciągu ostatnich kilkuset lat. Począwszy od trzech zaborów, poprzez kilka nieudanych powstań, dwie wojny światowe i na okupacji Związku Radzieckiego kończąc. Jest do dla nas, co mnie niezmiernie dziwi, swego rodzaju powód do dumy. Rok w rok obchodzimy rocznice przegranych bitew i powstań, o tych wygranych jakoś nie pamiętamy. Z powodzeniem przyjęliśmy dla siebie rolę męczenników Europy.
Gdy polska reprezentacja przegrała w mistrzostwach świata z reprezentacją Niemiec, zamiast krytykować, klepaliśmy się po plecach i mówiliśmy „to była piękna porażka”. Nic więc dziwnego, że nam w sporcie nie wychodzi, skoro gdy nasi przegrywają, to się ich za to jeszcze chwali. Ale tak nie jest tylko w sporcie, tak jest prawie w każdym aspekcie naszego życia. A potem się dziwimy, że nikt nas nie szanuje, ani na zachodzie, ani na wschodzie.
Ale nie ma się czemu dziwić, bo sami sobie na takie traktowanie zapracowaliśmy. Dla innych narodów jest to sytuacja nie do pomyślenia, ale nie dla nas. Nie tylko nagradzamy przegranych, ale również sami siebie krytykujemy za wszystko. Mamy o sobie gorszą opinię niż inne narody, które pytane są o zdanie na temat Polaków.
Pieśń teraźniejszości
Kiedy po 89r. odzyskaliśmy niepodległość i zmienił się ustrój z socjalistycznego na gospodarkę rynkową (oczywiście tylko na papierze, w praktyce niewiele się zmieniło), pełni nadziei patrzyliśmy w przyszłość. Już wkrótce minie dwadzieścia lat od tamtego wydarzenia, a jak była bieda z nędzą, tak jest nadal. Do poziomu życia Zachodniej Europy albo USA nam jeszcze daleko.
Tylko jak ma być lepiej skoro duża część naszej najlepszej krwi wyjeżdża na zachód, w poszukiwaniu dogodniejszych warunków do życia. Młodzi i wykształceni, zaradni i przedsiębiorczy Polacy, zamiast ciągłej walki z socjalizmem i biurokracją w ojczystym kraju, wolą pracować i rozwijać gospodarkę krajów sąsiednich.
Pół biedy gdyby jeszcze pracowali w zawodach wyuczonych, na dobrze płatnych stanowiskach, które dają im szansę rozwoju osobistego i zawodowego. Zamiast tego imają się najgorszych prac, na zmywakach, w przetwórniach, na budowach itd. Ramię w ramię z murzynami z Afryki, Hindusami i Chińczykami z Azji, którymi tak pogardzali gdy jeszcze byli w kraju. I nich mi nikt nie mówi, że żadna praca nie hańbi. Jeśli chcemy by nas szanowano, najpierw sami musimy się szanować.
Dochodzi do tego, że wyjeżdżamy do pracy do Czech i na Słowację. Do krajów, których nigdy nie traktowaliśmy do końca poważnie. Kiedy my zadzieraliśmy nosa, przejadaliśmy owoce wzrostu gospodarczego, tamte narody pracowały i teraz z tego skwapliwie korzystają.
Jak ma być lepiej skoro od prawie dwudziestu lat, na najwyższych stanowiskach w państwie są ciągle te same osoby? Co kilka lat motłoch chodzi na wybory i wybiera spośród siebie swoich przedstawicieli. Gdyby jeszcze wybierali mądrze. A oni wybierają najgorsze i najbardziej zdegenerowane męty, które pchając się do władzy wciskają biednym ludziom ten sam kit od lat. Polak głupi przed i po szkodzie, bo do tej pory niczego się nie nauczyliśmy. Więc nie dziwmy się, że jest tak jak jest.
Inne narody i my
Gdybyśmy chociaż potrafili bronić naszego interesu na arenie międzynarodowej. Ale i na tym polu nie mamy żadnych osiągnięć, tylko pasmo niekończących się porażek i kapitulacji. Wynosimy na piedestał osoby, które za granicą plują na nasz kraj i naród, a potem nadajemy im tytuły autorytetów moralnych.
Pozwalamy na to by zagraniczne gazety pisały o nas nawet najgorsze paszkwile, a nawet kiwamy głową ze zrozumieniem, gdy tak się dzieje. Kiedy różnej maści stowarzyszenia żydowskie lub niemieckie próbują odebrać nam naszą własność, pod pretekstem zadośćuczynienia za szkody wojenne, też nikt się nie burzy. Nikt przecież nie śmie podnieść ręki na naród wybrany lub naszego największego dostawcę powypadkowych samochodów. To przecież takie nieeuropejski, takie zaściankowe i mało nowoczesne, by bronić swoich racji. Ale pochylać głowy przed wszystkimi, dostając jednocześnie kopy na goły tyłek, to już jest coś z czego powinniśmy być dumni.
Jakiś rok lub dwa temu, w moim mieście wynikła sprawa lokalnego stowarzyszenia mniejszości żydowskiej. Stowarzyszenie to chciało odzyskać budynek, w którym niegdyś mieściła się synagoga, a teraz jest restauracja. Oczywiście domagali się zwrotu nieruchomości nieodpłatnie, bo im się przecież należy. Może nie było by w tym nic nadzwyczajnego, bo od lat pojawiają się podobne sprawy, gdyby nie jeden szczegół. Otóż to stowarzyszenie, kilka lat wcześniej odsprzedało miastu tę nieruchomość za ciężkie pieniądze! A teraz bezczelnie żądali jego zwrotu, za zupełną darmochę!
Epilog
Więc jak to jest, zasługujemy na niepodległość, czy nie zasługujemy? W myśl politycznej poprawności, która na dobre zagościła w świadomości europejczyków, jak najbardziej zasługujemy. Ale ja uważam zupełnie inaczej. Na niepodległość zasługują tylko te państwa, których naród sobie na to zapracował. A my co robimy? Jak na razie sumiennie działamy w kierunku tego, by naszą suwerenność utracić. Więc niech nikt się nie zdziwi, gdy za kilka lub kilkanaście lat powtórzy się sytuacja, która już kilkukrotnie miała miejsce w naszej historii.





